ROZMAWIAMY: ROSALIE.

ROZMAWIAMY: ROSALIE.

Przed koncertem zamykającym trasę ENUFF  mieliśmy okazję porozmawiać chwilę z Rosalie, która sama mówi o sobie, że jest marudą i panikarą, naszym zdaniem powinna dodać, że bardzo miłą i rozgadaną. Bez zbędnego wstępu, efekty rozmowy poniżej.

Jak wiele razy usłyszałaś pytanie odnośnie Twojej przeprowadzki do Berlina? Mam wrażenie, że każdy wywiad z Tobą zaczyna się właśnie od tego.

R: To pierwsza informacja jaka pojawia się we wszystkich materiałach o mnie. Stąd pewnie pytanie, ale ja chętnie na nie odpowiadam. Urodziłam się w Berlinie, mieszkałam tam przez 6 lat, niby tylko, ale z mojej perspektywy aż. W zeszłym roku pojechałam tam popracować i nagrać EPkę. Miałam trochę dosyć otoczenia. Nie Polski,  ale może Poznania i  chodzenia ciągle tymi samymi ścieżkami, rozmów o tym samym. To nie tak, że nie doceniam ludzi, których mam dookoła siebie. Po prostu potrzebowałam coś zmienić i stwierdziłam, że najlepiej będzie wyjechać. Pytań na ten temat było MILION (haha).

PAMIĘTASZ DZIECIŃSTWO W BERLINIE? FAKTYCZNIE MIAŁO TO WPŁYW NA TO JAKĄ OSOBĄ JESTEŚ TERAZ?

R: To jest czas, który bardzo pamiętam. Przede wszystkim dlatego, że przyjazd do Polski był dla mnie ogromnym szokiem kulturowym. Niby miałam tylko pięć lat, ale wyobraź sobie, że jesteś w miejscu, w którym dzieci są numerem jeden. Chodzi o wszystko: zabawki, przedszkola, place zabaw, wszystko związane z dziećmi było na wypasie. I przyjeżdżasz do Polski, która w roku 99 była szara i ponura. Jak zobaczyłam swoją tapetę na ścianie to myślałam, że oszaleje. To może pozornie mało znaczące rzeczy, ale dla dziecka to był szok. Początkowo z moja siostrą oglądałyśmy tylko niemiecką telewizję, słuchałyśmy tylko niemieckich nagrań, rozmawiałyśmy z rodzicami tylko po niemiecku. Moja siostra potrafiła mówić po polsku. Ona była w czwartej klasie podstawówki, więc mama ją wcześniej przygotowywała. Ja za to ja nie potrafiłam powiedzieć nic. Trafiłam do przedszkola i próbowałam porozumieć się po niemiecku. Rozumiałam wszystko, ale miałam barierę mówienia. Na szczęście jakoś po trzech miesiącach się przełamałam. W ogólnym rozrachunku, bardzo się cieszę, że przyjechaliśmy tutaj, bo nie wiem czy  moje życie by się tak potoczyło. Wydaje mi się, że nie. Wszystko się dzieje w jakimś celu.



Mnie zastanawiało dlaczego to jest zdanie, które pojawia się zawsze jako pierwsze. czy to nie jest chwyt marketingowy? Berlin jest teraz taki popularny, wszystko co jest z Berlina jest lepsze, fajniejsze.

R: Na pewno trochę to tak jest (haha)! Nie ma co się oszukiwać, ale też jeżdżę tam bardzo często, mój tato mieszka w Berlinie. W moim sercu zawsze ten Berlin był, po prostu.

Czy wyjechałaś z myślą o tym, żeby nagrać EPkę, gdzie motywem przewodnim będzie to miasto albo wspomnienia z nim związane?

R: Ani wspomnienia, ani miasto. Tylko potrzeba zmiany otoczenia wpłynęła na to, że wyjechałyśmy z moją przyjaciółką do mojego taty. Motyw miasta pojawił się dopiero w trakcie nagrywania, kiedy usłyszałam, że jest jakaś cecha wspólna w tych numerach. Nigdy nie mam planu według którego będę robić album. Jakieś myśli się pojawiały stopniowo sklejając się w spójną całość, a jak się okazało miasto miało swoje znaczenie w tym wszystkim.

sporo fotografujesz. czy zdjęcia Były częścią muzycznego procesu twórczego?

R: Od momentu kiedy wyjechałam do Berlina zaczęłam prowadzić tajnego Instagrama. Była to forma komunikacji pomiędzy mną, a bliską mi osobą. Chciałam w ten sposób pokazywać gdzie jestem i co robię. To był trochę taki wyraz mojej tęsknoty. Zawsze wszędzie chodziliśmy razem i bardzo mi tego brakowało. Pomyślałam, że warto pokazać to co robię za pomocą zdjęć. To nie są piękne zdjęcia, są totalnie amatorskie, ale pokazują na co ja zwracam uwagę. To był tez dla mnie pretekst, żeby częściej się porozglądać, popatrzeć, spojrzeć w górę. Zaczęłam zauważać, że w Berlinie jest tyle pięknych kamienic, doniczek, klatek chodowych, roślin, wszystkiego. Zaczęłam to wszystko fotografować. Może nie bezpośrednio, ale na pewno wpłynęły na moją twórczość.

To jest ostatni koncert w starej formie. To sprawia, że dzisiejszy wieczór jest bardziej stresujący czy wręcz przeciwnie?

R: Fakt, że to jest ostatni koncert z jednej strony mnie bardzo cieszy, bo mam za sobą bardzo wyczerpujący i intensywny czas.

mam wrażenie, że gdzieś widziałam informację, że masz za sobą jakieś 40 koncertów.

R: Wow! To ja nawet nie wiedziałam. Ale było ich naprawdę dużo przez ten rok. Lato było bardzo intensywne. Do tego nagranie albumu. Od zeszłego miesiąca nie mogę wyjść z choroby, bo ciągle coś się dzieje: wywiad, klip czy zdjęcia, ale jeśli chodzi o ten dzisiejszy koncert to ja uwielbiam grać w Warszawie. I w Poznaniu. To nie tak, że w innych miejscach jest źle, ale tutaj jest chyba najwięcej moich odbiorców. W Poznaniu grałam pierwszy koncert promujący trasę. Cały dzień byłam zestresowana, ale ja jestem okropną panikarą. Marudą i panikarą. Dzisiaj jest ok, bo miałam dużo zajęć, przez co nie mogłam o tym za dużo myśleć. Chyba bardziej jestem podekscytowana – będzie gość specjalny, nowe numery i strasznie chciałabym grać już utwory z nadchodzącego albumu.  Chciałabym zobaczyć, jak ludzie zareagują po prostu. Wydaje mi się, że jest to pięknie wyprodukowany album, to brzmi. Słuchacz będzie mnie mógł jeszcze lepiej poznać. O to mi trochę chodziło.

Traktujesz to trochę jak autobiografię?

R: To będzie muzyka, która mnie najbardziej inspiruje. Nie przejmowałam się tym, że będzie trochę tego, trochę tamtego i trochę jeszcze czegoś innego, bo każdy człowiek ma w sobie przeróżne cechy. To jest odrobinę jak gra aktorska. Tu możesz być słodki, tam możesz być charakterny, a gdzie indziej mroczny. Jeżeli potrafisz z tego zrobić jedną spójną całość, która  rzeczywiście składa się na twój charakter i ludzie słyszą, że to wciąż jesteś ty, to ekstra! Słuchając płyt Beyonce nie znajdziesz takiego samego numeru, wszystko jest z innej parafii.

inspirują Cię FKA Twigs, Sevdaliza, aBRA, Beyonce  czy Solange. To artystki bardzo kompletne na poziomie całości twórczości. Ich występy często są jak spektakl. Czy Ty również traktujesz całość konceptualnie – występ, płyta, taniec, wizualizacje? Czy na scenie chcesz wchodzić w różne role?

R: Wydaje mi się, że jestem osobą bardzo szczerą i staram się być prawdziwa. Nie lubię się przebierać w coś na scenie. Wychodzę w bardzo komfortowym zestawie, najczęściej w dresiw. To jest chyba moje wcielenie, takiej typowej łobuziary. Po Up To Date zauważyłam, że lubię być nieco męska, mimo, że ludzie mówią, że nie jestem. Lubię też trochę mrocznego klimatu. Chciałabym do występów podejść konceptualnie, ale z drugiej strony mam wrażenie, że w takich występach zatraca się siebie. Jasne, oglądasz przepiękny obrazek, ale ja bym chciała dać ludziom jak najwięcej siebie, żeby czuli, że nie jestem jakimś wymysłem. Nie jestem produktem, tylko jestem Rosalie, która wychodzi na scenę i po prostu sobie śpiewa. Chcę żeby ludzie pod sceną bawili się tak samo dobrze jak ja na scenie.

Pracujesz z różnymi producentami. Czy to też nie jest trochę jak wchodzenie w różne role? Tylko może to nie do końca ich odgrywanie, a raczej odkrywanie twarzy, których masz kilka?

R:Dokładnie. Mam kilka różnych twarzy, ale tylko w muzyce. Na co dzień jestem osobą, która lubi jeść, spać i marudzić. To są moje trzy twarze.

Z muzyką jesteś związana od dziecka, ale chyba nie do końca wiedziałaś jak do tej muzyki podejść. nie wiedziałaś o czym śpiewać czy w jakim stylu?

R: Nie miałam kontaktów, nie wiedziałam jak to się robi. Śpiewałam covery i miałam nadzieje, że nadejdzie jakiś super dzień, w którym ktoś mnie odkryje i wstawi na scenę. Z drugiej strony pewnie blokował mnie strach. Nie chciałam być na scenie, bo się bałam sceny, ale od zawsze chciałam być na niej. Paradoks. Jak byłam mała powiedziałam mojej, że chcę być sławna. Cały czas powtarzałam, że chcę być piosenkarką i chcę, żeby ludzie mnie znali. Chciałam robić coś artystycznego i rzeczywiście przez cały czas do tego dążyłam. Wiedziałam, że potrzebuję być w tym sama. Nie wchodził w grę zespół, w którym jest kilka wokalistek. Będę szczera – pewnie ze względu na zazdrość.Wracając do pytania, nie było problemu z tym o czym, tylko pod co. Musiałam znaleźć ludzi, którzy zrobią dla mnie muzykę.

Nie przewidujesz pracy z zespołem?

R: Bardzo bym chciała. Nasz skład będzie się powiększał, marzą mi się chórki. Kobitki, które będą razem ze mną śpiewać! To byłoby ekstra, ale musi minąć jeszcze trochę czasu.

Bardo mnie interesuje Twoja fascynacja kobietami w muzyce. Po prostu lubisz damskie wokale czy to raczej kobieca solidarność, przejaw feminizmu?

R: Na pewno tak jest. Zawsze słuchałam wielu kobiet i r’n’b. Zawsze ten gatunek muzyczny kojarzyłam z kobietami, pomimo że jest mnóstwo mężczyzn, którzy również tworzą w tym stylu.  Muszę przyznać, że ogólnie w moim życiu dużą rolę odegrały kobiety. Moja mama jest dla mnie bardzo ważna, moja siostra również. Mój tato się zawsze śmiał, że trzy kobiety i pies (suka). 
Wpływ na mnie miała też Beyonce. Ona jest feministką i mówi o tym głośno.

Masz poczucie, że kobietom jest trochę ciężej w branży muzycznej?



R: Jest nas mniej na pewno. Nie wiem z czego to wynika, nie chce mi się wierzyć, że to jest problem w społeczeństwie, które nie dopuszcza kobiet. Na pewno nie. Po prostu trzeba być dobrym w tym co się robi i trochę zawalczyć.

Wcześniej słuchałaś w większości zagranicznych artystów, śpiewałaś covery też tylko po angielsku. Fakt, że zaczęłaś sama tworzyć w ojczystym języku otworzył Cię na polską muzykę?

R: Fakt, że trafiłam na scenę i zaczęłam poznawać tych wszystkich ludzi, słuchać tego co robią. Wcześniej mnie to po prostu nie interesowało. Byłam jedną z tych, którzy woleli słuchać zagranicznych artystów. Obecnie sama z tym walczę. Jakby to, co się dzieje za granicą to jest zajebiste r’n’b. Dlaczego ludzie mieliby słuchać blondyneczki z Poznania zamiast na przykład ABRY. Sama byłam taka, że wolałam słuchać tego co mi dają za granicą, a teraz dostałam po twarzy, bo muszę z tym walczyć. Wydaje mi się, że jest coraz lepiej z dotarciem do ludzi, ale to jest kwestia czasu przede wszystkim.

Myślisz o tym, żeby uderzać na rynki zagraniczne?

R: Tak, bardzo bym chciała. Nie zamykam się tylko na Polskę, ale wydaje mi się, że najpierw trzeba sobie tutaj grunt odpowiedni znaleźć, żeby móc później powiedzieć, że coś osiągnęłam, mając wsparcie i uznanie w swoim kraju. Jeżeli tu się to udało, to dlaczego miałoby się udać gdzieś indziej. Wydaje mi się, że będziemy próbować wyjść za granice, ale z moim projektem jest wszystko bardzo przemyślane. Na wszystko przyjdzie czas. Mam osobę, która mnie wspiera i która mnie prowadzi przez to wszystko. Ja trochę jestem jak dziecko we mgle.

Mówisz o managerze?

R: Tak. To jest mój przyjaciel i znamy się od wielu, wielu lat. Czasami jest to coś dobrego, czasami nie, bo chwilami zacierają te granice pomiędzy przyjacielem, a szefem. On wie wszystko do przodu, ja nie. Ja się pytam na bieżąco. Dokąd idziemy, gdzie jedziemy, co gramy. A on już ma plany w kalendarzu na nie wiadomo ile przed. On mnie często uświadamiał: Rozi czas się obudzić, jesteśmy już dalej niż trzy miesiące temu. Są inne oczekiwania. A we mnie pojawiał się strach: O Jezus Maria, już?! Nie wiem czy jestem na to gotowa! U mnie wszystko zawsze wygląda dość spontanicznie i cieszę się, że mam Łukasza obok siebie, bo bez niego…to nie wiem.

Wielu początkujących artystów nie zdaje sobie sprawy jak ważna jest rola managera.

R: Dobrego managera przede wszystkim. Ja mogę być artystką, mogę sobie tworzyć, mogę być leniuchem czasami. On jest takim ojcem, który czuwa nade mną i egzekwuje: Robimy to i to, teraz! Wysyłaj!  Gdyby nie Łukasz, na pewno bym się tak nie rozwinęła.

Co możesz nam powiedzieć o nowej płycie?

R: Nowy materiał jest znowu z wieloma producentami. Nie chciałam odchodzić od tej formy, wydaje mi się, że jest to na tyle ciekawe zjawisko i nawet jeśli są osoby, które nie bardzo słuchają mnie, to z czystej ciekawości przesłuchają ten album pod względem producenckim. Gdybym sama była producentem i zobaczyłabym listę, jaką udało mi się zebrać to bym powiedziała: O kurwa, nieźle! Przesłucham. Są to jedni z ciekawszych producentów. Niby underground, ale nie. No jest super, ale żeby cokolwiek wyegzekwować od dziesięciu osób jednocześnie to niezłe wyzwanie, ale było warto.

Kolejny chwyt promocyjny (haha).

R: Zupełnie nie! Nie tym razem, dopiero później mnie to uderzyło.

Nie jest ciężko pracować z tyloma producentami?

R: Nie, dzięki temu ja się nie nudzę. Jest coś takiego, że jak coś mi nie idzie początkowo z jednym numerem, to robię drugi. Wiem, że jestem w zupełnie innym świecie. W momencie, kiedy ten się układa, zapala się lampeczka i wracamy do poprzedniego. Możesz lawirować pomiędzy tym wszystkim. Tworzenie z jedną osobą pradoksalnie może być trudniejsze. Chyba nie jestem jeszcze na to gotowa. Na razie chcę się po prostu dobrze bawić. Nie chciałabym tego kojarzyć z obowiązkiem, tylko z tym, że mogę się wykazać w przeróżnych stylach, dlatego zostałam przy tej formie.  Album będzie częściowo po polsku. Pomagał mi tym razem Ras z Rasmentalism. Cudowny człowiek, chylę czoła. Mózg taki, że wow. Tworzenie z nim to była czysta przyjemność. Na pewno coś jeszcze razem stworzymy, bo współpraca się tak dobrze układa, że nie możemy z niej zrezygnować. Częściowo są to utwory całkowicie napisane przeze mnie. Zależało mi na tym, żeby pójść trochę do przodu, żeby nie być cały czas zależnym od kogoś i chciałam napisać coś sama po polsku. Z tego wniknęło „A pamiętasz”, utwór, który powstał po weselu moich przyjaciół, na takim kacowym nastroju. Jazda samochodem, lato, 30 stopni, Taco Hemingway.

TEN UTWÓR po pierwszym przesłuchaniu skojarzył mi się właśnie z taco. później coraz mniej.

R: Jest coś takiego gadanego w tym co chciałam uzyskać, bo stwierdziłam, że nigdy tego nie robiłam. To nie jest rapowanie, nie wiem do końca co to jest. Bardziej próba odejścia od typowej, śpiewanej formy. Na płycie jest też wiele angielskich utworów, bo nie jestem w stanie z tego zrezygnować. Dobrze czuję klimat lat 90 r’n’b i bardzo chciałam, żeby takie numery się pojawiły. Płyta ma tytuł „Flashback” czyli zabiorę Was w pewną podróż wstecz. Z tego względu nie rezygnowałam z r’n’b i z soulu. Będzie momentami ciężko i mrocznie, będzie ambitnie.

Gdzieś przeczytałam, że jesteś przedstawicielką zróżnicowanej muzyki elektronicznej, ale w większości materiałów jest to R’n’B. Ty się chyba nie boisz mainstreamu. Myślisz, że ze swoją muzyką trafisz do mas?

R: Jesteśmy w takiej branży, że żeby dotrzeć do większej publiczności to musisz wyjść z tej swojej strefy komfortu i spróbować zrobić coś innego, ale nie na siłę. Dla mnie to r’n’b to jest sposób śpiewania. Nie tylko kwesta muzyki, chodzi o miękkość układania melodii, chórki, harmonia. Mi to przez cały czas siedzi w głowie. Aktualnie chórków nie mam, więc kombinuję z moim głosem. Czasami za bardzo. Pamiętam jak weszłam do studia, nagrywałam z Envee – kolejna świetna postać, najwspanialszy człowiek na świecie. Wyciągnął ze mnie samo dobro. Mam predyspozycje do nakładania na siebie warstw nie wiadomo jakich. On mi na to nie pozwolił. Wracając jeszcze do samego albumu, bardzo zależało mi na tym, żeby były żywe instrumenty. Sami producenci, którzy się pojawiają, grają na instrumentach, więc są to produkcję zrobione przez nich. Na pewno będzie można usłyszeć przede wszystkim sporo gitary basowej, bo nadaje trochę groove i lekkości. Od razu masz ochotę ruszyć bioderkiem. To mi się kojarzy z muzą, którą uwielbiam słuchać. Jak nie wiem co włączyć to odpalam YouTube i puszczam COLORS.

Podsumowując album: mamy instrumenty, są kawałki po polsku, po angielsku, mnóstwo producentów. Jest „Flashback”.

R: To jest temat przewodni. Pewne wspomnienie. Za samym albumem będzie stał jeszcze jeden sekret, który będzie pokazany na szerszą skalę. Jak usłyszysz płytę i zobaczysz to, co zobaczysz, to wszystko się sklei w jedną całość.

Tyle tajemnic! Do kiedy nie możesz mówić?

R: Ja wiem, ja już bym tak bardzo chciała mówić konkrety, ale cholera jasna nie mogę! Płyta wychodzi 19 stycznia. Strasznie już się nie mogę doczekać.

Dlaczego rosalie z kropką?

R: Stwierdziliśmy, że samo Rosalie jest za mało. Niektórzy mówią, że to jest to kropka nienawiści. Trochę się teraz śmieje, że Paszczak jest moją kropką, bo ma kolczyk na brodzie. To przede wszystkim oddzielenie się od innych Rosalie. Jest ich sporo. Pierwsze co Ci się wyświetla jak wpiszesz Rosalie bez kropki to Rosalie z Twilight, jakaś aktorka. Żeby się oddzielić od tego wszystkiego uznaliśmy, że kropka będzie najlepsza. Ale ta kropka wprowadza tyle zamieszania! Patrzymy na plakat, kropeczki brak, trzeba korygować. Spotify kolejne utrudnienie. Sami sobie narobiliśmy.

Ostatnie pytanie: projekt nazywa się Nachspiel, co pierwsze przychodzi Ci na myśl kiedy słyszysz to słowo?

R: Coś powtórzonego, odegranego? Zgapiać?

My nic nie zgapiamy!

Podziel się!

1 Comment

  • Maciek
    2 miesiące ago

    NIE DOŚĆ, ŻE NIEMKA, TO JESZCZE ZDRADZIŁA KRAJ I WYJECHAŁA DO NIEMIEC. NA PEWNO DLATEGO, ŻE MA TAM OJCA I MOGŁA SE ŻYĆ TAM ZA DARMO, CEBULACZKA.

Leave a Comment

Leave A Comment Your email address will not be published