ROZMAWIAMY: EASTER

ROZMAWIAMY: EASTER

ROZMAWIAMY: EASTER

Nie lubią techno, nie imprezują, muzyką zajmują się przez cztery tygodnie w roku. Mieli podkręcić ten wywiad, ale nie odpisali. Mają za dużo psów.

Jak się poznaliście?

Stine: Byłam na wycieczce szkolnej w Berlinie. Nienawidziłam swojej szkoły i nienawidziłam wszystkich ludzi, którzy do niej chodzili. Włóczyłam się więc sama po mieście. W którymś momencie zobaczyłam w oknie Maxa. Siedział i jadł makaron. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się po prostu kogoś zobaczyć i poczuć, że muszę z tą osobą porozmawiać. Jestem raczej nieśmiała. Poszłam do pobliskiego baru, kupiłam drinka, wypiłam go, nic nie poczułam, bo jak się okazało był bezalkoholowy i wróciłam, żeby do niego zagadać. Chwilę chodziłam w te i we w tę, smsowałam z mamą, po czym podeszłam i powiedziałam coś w stylu “Hej, może się poznamy?” a Max powiedział coś w stylu “eeeeehmmm może?”. No i się poznaliśmy.

Max: Spędziliśmy całą noc włócząc się po Berlinie.

Stine: Rozmawialiśmy o muzyce jakieś 6 godzin. Potem spaliśmy razem w pokoju, w którym poza nami było jeszcze 11 osób. Pożegnaliśmy się rano. Udało nam się pozostać w kontakcie.

Max, wtedy nie mieszkałeś jeszcze w Berlinie?

Max: Nie, byłem z wizytą u dziadka i próbowałem wymyślić, co zrobić ze swoim życiem.

I wymyśliłeś?

Max: W pewnym sensie tak. Poznałem Stine.

Zaczęliście razem robić muzykę.

Max: Dopiero 5 lat później.

Stine: Max nagrywał już jak się poznaliśmy. Dla mnie to zawsze było coś, co chciałam robić. Zaczęliśmy od filmów, potem tworzyliśmy razem sztukę i z tego wszystkiego ostatecznie powstało “Easter”. Sprawy nabrały tempa jak przeprowadziłam się z Oslo do Berlina.

Gdzie szukacie inspiracji? W sztuce?

Stine: Wydaje mi się, że oglądamy więcej filmów niż dzieł sztuki. Dwa lata temu zrobiliśmy nawet razem krótki serial “Sadness is an evil gass inside of me”. Potem nasi znajomi namalowali sceny z tego filmu. Zrobiliśmy z tego wystawę.

Wystawialiście coś jeszcze?

Max: Nie, skończyliśmy z tym. Nakręciliśmy film, potem zrobiliśmy serial, powstała z niego wystawa, teraz skupiamy się na muzyce.

Kim jest “psychobitch” z Waszej piosenki? Istniała naprawdę?

Stine: Tak, to była moja współlokatorka. Chyba już z nią lepiej.

A z Wami? Odnosimy wrażenie, że Wasz ostatni album jest mniej mroczny niż pierwsze.

Max: Dużo wczesnych piosenek nagrywaliśmy w małym mieście w Niemczech, w którym wtedy mieszkaliśmy. To było bardzo mroczne miejsce. Musiało mieć wpływ na to, co wtedy tworzyliśmy.

Wystarczyło się wyprowadzić, żeby poczuć się lepiej?

Stine i Max: Tak.

Stine: W Berlinie odżyliśmy.

17097189_1857086054552984_5731996494025983887_o

To jest Wasze ostateczne miejsce do życia?

Max: Tak

Stine: Jestem w stanie wyobrazić sobie życie gdzie indziej. Kocham Berlin za to, że jest taki tani i czarujący, ale czuję, że mogłabym mieszkać w nieco cieplejszym miejscu. Chodzę teraz na lekcje niemieckiego, więc może się okazać, że zostaniemy tu na zawsze.

Skąd bierze się wasza muzyka?

Max: Każda piosenka jest w pewien sposób inspirowana jakąś inną piosenką, ale ostatecznie jest tak inna od pierwotnej, że nie da się jej rozpoznać. Musielibyście spytać mnie o jakiś konkretny utwór.

Smar?

Max: Poznaliśmy kiedyś takiego brytyjczyka, nazywał się Felicita i grał na sitarze. Ten utwór totalnie mu ukradliśmy.

Co w ogóle znaczy “Smar”?

Smar pochodzi od Smurfa, tego małego niebieskiego ludka. Smar jest jak smurf, tylko mniejszy.

Niemiecka scena techno miała na Was jakikolwiek wpływ?

Stine: Nie lubię techno. Nienawidzę Berghain.

Nie imprezujecie?

Stine: Ja nie umiem tańczyć. Imprezuję głównie sama w domu z moimi psami. Mam zbyt dużo psów, żeby imprezować.

Twoje teksty przypominają trochę poezję.

Stine: Kiedyś pisałam wiersze. Chciałabym do tego wrócić. Jeśli chodzi o teksty piosenek to potrzebuję jakiejś presji. Chciałabym być tą osobą, która pisze codziennie, ale wygląda to raczej tak, że w pewnym momencie dochodzi do mnie, że muszę już coś napisać i wtedy coś wymyślam, mam kryzys i uznaję, że to się, kurwa, do niczego nie nadaje, a potem to wykorzystujemy i jakoś działa.

Piszesz po angielsku, mimo, że jesteś z Norwegii.

Stine: Pisanie po angielsku jest dla mnie naturalne. Mieszkam tu od 10 lat. Zaczęłam już nawet myśleć po angielsku. Zdarza mi się też myśleć po niemiecku. Może następny album nagramy po niemiecku? Zdecydowanie wolę pisać po angielsku. Kiedy pisze się w ojczystym języku łatwo o zbytnią otwartość. Pisanie staje się niezręczne, zbyt szczere. Podoba mi się, że angielski nie jest moim pierwszym językiem i czasem zdarza mi się robić błędy, ale przez to to jest mój angielski. To język, którym codziennie rozmawiam z ludźmi. To język między mną a Maxem. Nie rozmawiamy ani po niemiecku, ani po norwesku. I prawdopodobnie dlatego angielski jest najbliższy temu, czym Easter właściwie jest.

Jest ktoś z kim chcielibyście współpracować?

Max: Nie. To się zazwyczaj kończy katastrofą. Ludzie, jak zaczynają ze sobą pracować, zazwyczaj zaczynają się kłócić.

Stine: Zobaczymy. Póki co będziemy coś nagrywać na przełomie kwietnia i maja, żeby móc wypuścić nowy album pod koniec roku.

Zawsze będziecie nagrywać tylko we dwoje?

Max: Znamy się od 11 lat i prawie nigdy nie zajmujemy się muzyką. To nam zajmuje łącznie jakieś cztery tygodnie w roku. Przez resztę czasu po prostu odpoczywamy.

Stine: Mieszkamy w tym samym mieście, więc oglądamy razem filmy i razem jemy. Jemy mnóstwo.

rozmawiali: Joanna Andruszko i Arkadiusz Kowalik

Podziel się!
Leave a Comment

Leave A Comment Your email address will not be published